Chiny 2/7

Kwota 1750zł na miejscu starczyłaby bez problemu na 2 tygodnie, gybym nie wydał dość dużej sumy na jedną noc w hotelu Hyatt. Przy okazji podam orientacyjne ceny nocelgów, jedzenia, przejazdów itp.


16.

Rzeka Huangpu. Szanghaj leży przy trzecim pod względem wielkości porcie na świecie. Ruch na tej "trasie" jest nie do opisania. Dosłownie autostrada wielopasmowa. Pod koniec dnia udało mi się zrobić zdjęcie zakorkowanego odcinka w okolicy Yangpu.

Załadowane pod sam brzeg kutry się najzwyczajnie na świecie przepychały, trykały i trombiły na siebie z taką samą częstotliwością jak robią to pojazdy na ulicach :-)








17.

Zhengzhou. Widok z hotelu na dach budynku obok. Jest to dom towary, na którym odbywała się poranna odprawa pracowników ochrony. Pożniej dorzucę zdjęcie w szerszym kadrze.










O podróżowaniu koleją po Chinach.


Dworce w Pekinie, Szanghaju i Zhenghzou są ogromne. Często mają też "oddziały" na wschodzie albo zachodzie miasta. Należy o tym pamiętać, bo nikt nas nie poinformuje przy sprzedaży, że dany szlaczek na bilecie znaczy, że trzeba odjechać z innego dworca. W ten sposób spędziliśmy przymusowo jeden dzień dłużej w Pekinie.


Radzę się też pytać o to samo po kilkadziesiąt razy różnych ludzi. Zdumiewiające, jak różne mogą być odpowiedzi i wskazywane kierunki. Ale kiedy już zbierze się dwie/trzy podobne wersje można działać :)


Kupując bilet najlepiej mieć mapę dwujęzyczną. Nasze pismo to dla nich szlaczki i nie dogadamy się podając miasto docelowe na podstawie transkrypcji. Na trzy biletowe zakupy trafiła mi się jedna Pani, z którą się w miarę dobrze dogadałem. Z reguły jednak białasa obsługuje chmara Chińczyków i po jakimś czasie można dojść do porozumienia :)


Ceny biletów są bardzo zróżnicowane. Od ok. 120-130 RMB do nawet 500. Jak już pisałem wcześniej - nie kupować biletów bez miejscówek!!! Nikomu nie życzę takiej jazdy, jak ta którą przeżył mój kolega. Należy brać kuszetki, podróże są bardzo długie, bo i odległości kolosalne. Najlepiej kupować bilety z wyprzedzeniem - może zabraknąć miejsc.

Raz mieliśmy tak, że starczyło na dwa łóżka i jedno stojące osiem wagonów obok.

Kolega nalegał, że on postoi sobie te 10 godzin, był święcie przekonany, że sobie znajdzie miejsce do spania albo siedzenia. Pięć minut po ruszeniu pociągu dostałem esemesa "*** ratuj mnie. Jak podniosę nogę to jestem w powietrzu. Wszyscy się tu dotykają".

Zaczęło się kombinowanie, jakby go tu do nas ściągnać. Przeszedłem się przez te kilka wagonów sypialnianych, żeby dostrzec, że drzwi do tych "gorszych" wagonów są zakluczone. Nie szło otworzyć ani z mojej strony ani z drugiej. Po drodze znów nikt po angielsku. W końcu pojawił się na horyzoncie Pan, elegancko ubrany, czterdziestka na karku. Okazało się, że zna dość dobrze nie tylko chiński. Kilka rozmów z obsługą wagonu i wszystko z przeniesieniem za dopłatą kolegi było załatwione.

Esemes do Łukasza:

- "podaj numer wagonu, to po Ciebie przyjdą".

odpowiedź po kilku minutach:

- "już w porządku poradziłem sobie, mam nawet łóżko"


My ulga ale na wszelki wypadek zapytałem o ten numer wagonu ponownie, bo obsługa już się wczuła i węszyła łatwy zarobek. Kolejny esemes - "jest w porządku, daję tu radę".


I na tym się dla nas sprawa zakończyła.

Co się okazało po 10 kolejnych godzinach jazdy tym pociągiem?

Dojechaliśmy i odszukaliśmy Łukasza na dworcu w Szanghaju. Wyglądał masakrycznie. Cały przepocony, oczy czerwone, skończony człowiek. Opowiedział nam, że znalazł konduktora, zapłacił mu i w zamian wpuścił go do swojego przedziału pracowniczego, z jednym łóżeczkiem.

Szkoda, że konduktor go po godzinie z tego pomieszczenia wyrzucił i sam się w nim położył.

Kolega opowiadał, że 10 godzin stał, nie miał jak sięgnąć po telefon, nie szło przejść do łazienki, potrzeby fizjologiczne załatwiane były na stojąco do kubków po zupkach. A na dodatek ostatniego esemesa Łukasz wysłał do Polski, do kolegi "uzupełnij mi proszę konto w telefonie". W odpowiedzi dostał: "napisałem do Twojego brata, żeby Ci uzupełnił". A brat na wakacjach, bez telefonu był...


Także uważać na wykupienie odpowiedniego miejsca w pociągu. Wydawało mi się, że to co ja przeżyłem jadąc do Pekinu w ichniejszym Warsie było już dość mocne to normalnie przeżycia Łukasza były straszne.


Do opowieści o koleji chińskiej wrócę, gdyż mam też kilka bardzo pozytywnych przeżyć i inne zdjęcia.


Tymczasem fotka z dworca zachodniego Bejing Xi, na którym wzbudzaliśmy nielada furorę:


18.










19. Przejście podziemne w Szanghaju. Częsty widok:










Wjazd (wlot w sumie) do Chin wiąże się z tym, że trzeba się przygotować na pełną inwigilację. Wypełnianie wszelkiego rodzaju kwitków jest na porządku dziennym. Już w samolocie dostaje się pierwszy komplet trzech formularzy...gdzie, kto, po co, na jak długo, chory, jak chory to na co, skąd itede...


Pieniądze wymienić mogą tylko obcokrajowcy po okazaniu ważnego paszportu. Chińczycy muszą bardzo dokładnie udokumentować jak weszli w posiadanie obcej waluty. Wymiania dolarów na RMB trwa ok. 10-15 minut. Jeden papierek, drugi, podpis tu, podpis tam, okazanie paszportu, przepisanie zawartych w nim informacji...Przy okazji ogłoszenie :-) Przez przypadek zostawiłem w kieszonce torby foto 1000 RMB. Myślałem, że zgubiłem, kiedy się okazało w Poznaniu, że zapomniałem o tej małej przegródce. Jeżeli ktoś jedzie do Chin - sprzedam za 300zł - warte są 370zł. Jestem zły na siebie, bo tutaj w Polsce w żadnym kantorze nie można wymienić ich waluty, na której NB na każdym banknocie widnieje rycina Mao ;-)


20.










W Szanghaju kursuje z lotniska do centrum miasta mega szybki pociąg Maglev (Transrapid). Zbudowali go Niemcy i działa na zasadzie poduszek magnetycznych. W ogóle nie ma styczności z szynami. Rozwija prędkość 432 km/h. Przejazd po okazaniu biletów lotniczych kosztuje 30 RMB od osoby i trwa zaledwie 8 minut. Niesamowite przeżycie.


21.











Jak już będziemy w mieście należy zachowywać czujność. Na każdym kroku jesteśmy zaczepiani przez tamtejszych akwizytorów. Uzbrojeni w zalaminowane zestawienie asortymentu atakują wszystkich turystycznie wyglądających spacerowiczów.


"łoczes, bages, tiszerts, diwidis, szius, luka luka, cziper for ju, mejk szpesial prajs, wery gud diskaunt...." i tak co minutę...strasznie upierdliwe.

Najlepszy na to jest ignor i przyzwyczajenie się. Gorzej jak taki natręt zacznie za Tobą chodzić i ciągnąć za koszulkę.


Najgorsze jest to, że wcale nie prowadzą do sklepów. Zaciągają do ciemnych uliczek, gdzieś w dół albo pod górę, za zakrętem, za drzwiami...Lepiej tam nie wchodzić. Zdarzają się napady. My na szczęście zostaliśmy w porę uprzedzeni, że takie "okazje" należy omijać szerokim łukiem.

No chyba, że sprzedawca ma pod ręką cały asortyment wcale nie podrobionych rolexów, breitlingów, bulgari, gucci...itd. :) Wtedy to za 15zł można mieć coś co prawie przypomina drogi zegarek.


22.











23.










Skoro nikt nic nie pisze, pozwolę sobie kontynuować wątek :-)



Czym się poruszać w Chinach po mieście?

Napewno nie samochodem prywatnym!

Ruch jest w porównaniu z naszym krajowym o wiele bardziej intensywny, zróżnicowany i przede wszystkim brutalniejszy. Tutaj wszystko rządzi się swoimi prawami. Przywyknąć trudno. Pieszy musi być bardzo ostrożny a przy przechodzeniu przez ulicę, najlepiej robić za cień miejscowych - oni mają już obcykane, jak w jednym kawałku dojść do celu, jakim jest chodnik po drugiej stronie :)


Przejść dla pieszych jest i to dużo, są szerokie i ładnie zaznaczone. Ale co z tego, jeżeli praktycznie żaden pojazd nie respektuje chodzących po nich pieszych. Światła pełnią funkcję dekoracyjną. Jedynie na większych skrzyżowaniach, albo jeżeli ruchem kierują porządkowi, można mniej więcej zaufać ich wskazaniom. W przeciwnej sytuacji pierwszeństwo ma ten większy, szybszy i/lub cięższy. Chińczycy jeżdzą samochodami w sposób bardzo specyficzny. Używanie klaksonu jest niezwykle popularne, wymuszanie pierwszeństwa, mniej lub bardziej kontrolowane zmiany pasów to codzienność. Kierowcy, którzy się włączają do ruchu poprostu wjeżdzają na ulicę/skrzyżowanie. Rzadko kto spojrzy się w lusterko lub do tyłu, albo chociaż zredukuje bieg do dwójki. Wjeżdża się na "chama", na czwóreczce, z podporządkowanej, w akompaniamencie wyjących klaksonów. Martwią się Ci, którzy są na drodze z pierwszeństwem. I powiem Wam, że w tym wszystkim jest system, który usprawnia i upłynnia ruch. Na drodze nie ma agresji, a przez dwa tygodnie widziałem jedną stłuczkę. Skuter wjechał w bok busika. Kierowca skutera podniósł swój bicykl, pokrzyczał na właściciela samochodu, natomiast ten drugi wyszedł, zobaczył, że pierwszy już odjechał, z nogi poprawił zderzak, trzasnął drzwiami i ruszył dalej w swoją trasę.

Szybko i bezboleśnie :) Ale pękniętych zderzaków naoglądałem się mnóstwo.


24. Dostawczak na Pudongu:










25.










Obcokrajowcom nie wolno wypożyczać samochodów. Nie ma opcji, że skoczymy sobie do AVIS'a, wsiądziemy do Corsy i zwiedzimy kraj na własną rękę. Pozostaje conajwyżej możliwość wynajęcia samochodu i kierowcy.

I wiecie co? Dobrze, że tak jest. Bo wypadków na trasie jest tam podobno niezmiernie dużo, kończą się przeważnie tragicznie. Nic dziwnego, jeżeli na krajówkach dwupasmowych chodziły sobie normalnie przypięte do pobocza krowy. Środkiem drogi, na trasie, gdzie samochody jadą 90km/h hycają sobie krowy, a obok stoi właściciel i ma to gdzieś. Światła w samochodach w mieście włącza się ok 23.00, a i tak niektórym się nie chce.

Natomiast na trasie jedzie się albo na długich, albo bez świateł. Brzmi to niewiarygodnie, ale kiedy jechaliśmy taksówką ok. 00.30 w nocy z Zhengzouh do Songshan (100km), podczas mgły, na krajówce z "dwoma pasami", jechały ok. 4 pojazdy, piesi, rowery z przyczepkami bez świateł. Na poboczu brakowało latarni, kierunek wyznaczały drzewa, ciężarówki z węglem nadjeżdzały z naprzeciwka bez świateł, wyprzedzanie z lewej, z prawej, środkiem, 80 km/h - tego się nie da opisać. Tylko dla ludzi z mocnymi nerwami.


Także w mieście najlepiej taksówka albo rower. Na trasie pociąg albo....samolot.

Samolotem z Zhengzouh do Szanghaju można polecieć za 800 RMB, ale porozumiewanie się w biurze linii lotniczych graniczy z cudem. Dla mnie za drogo, ale warto było spytać o cenę.

Natomiast taryfa w mieście to jeden z najtańszych środków transportu. Zależnie od miasta stawka za trzaśnięcie drzwiami wacha się w okolicach od 6 do 11 RMB. Po ok. 5 minutach taksometr nalicza 2 RMB za każde dwa kilometry (w mieście). Z reguły nasze kursy w 3-4 osoby zamykały się w granicach do 15 RMB. Jeżeli jadą trzy osoby to wychodzi po 1,85zł. Najdroższy kurs mieliśmy za 148 RMB z centrum Szanghaju na lotnisko (ok 50km) - czyli jakieś 18,5zł na głowę, jeżeli jadą trzy osoby.


26. W Szanghaju wszystkie taksówki to VW Santana. Pomalowane w podobny sposób.










27.









Jest naprawdę tanio i chociażby samo wsiadanie do klimatyzowanego pojazdu na 15 minut jest warte zapłaty 2zł :-)

Należy mieć przy sobie mapę, śledzić trasę, pilnować włączenie taksometru (taka ruchoma klapka na lusterku albo na desce rozdzielczej). Wszyscy kierowcy taksówek są oddzieleni od pasażerów klatkami, albo przegrodami z pleksy. Po co takie coś - nie wiem. Jednak skutecznie utrudnia zrobienie kierowcy krzywdy - o czym się osobiście przekonałem. Jednak tą opowieść zostawiam na koniec.


W Pekinie wynająłem rower za ok 5 zł/doba. W okolicy Hutongów, czyli biedniejszej dzielnicy, jest pełno wypożyczalni.


28. Boczna uliczka w dzielnicy Hutongów:









W taki sposób miasto zwiedza się bardzo przyjemnie. Momentalnie przestaje dokuczać żar lejący się z nieba i duchota.


29.










30.










Drogi rowerowe są rewelacyjne. Oddzielny pas ruchu, często oddzielony od jezdni barierką, wykończony gładkim asfaltem, bez dziur (to jest możliwe!), dobrze oznaczony, niekończący się nagle i kontynuowany 100 metrów za skrzyżowaniem.


31. "Rządowe" limuzyny :)...i dziura - ale to wyjątek










Wszystko przemyślane. Bardzo przyjemnie się po tych drogach jeździ i zdobywa miasto.


32.









33.









34.










Na deser mała ciekawostka. W ten sposób wielu Chińczyków czyta gazety. Specjalnie do tego celu w wielu miejscach w mieście zainstalowano witryny, w których codziennie zmienia się poszczególne strony:


34.


 
Chiny_3.html
Chiny.html

Chiny 2/7

info@agencja-fotograficzna.plmailto:info@agencja-fotograficzna.pl?subject=Zapytanie%20/%20agencja-fotograficzna.pl

© 2013 philippgmuer.com / agencja-fotograficzna.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zabronione jest kopiowanie tekstów oraz grafiki bez zgody autora.

Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim.