info@agencja-fotograficzna.plmailto:info@agencja-fotograficzna.pl?subject=Zapytanie%20/%20agencja-fotograficzna.pl

© 2013 philippgmuer.com / agencja-fotograficzna.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Zabronione jest kopiowanie tekstów oraz grafiki bez zgody autora.

Materiały umieszczone na stronie są chronione prawem autorskim.

Chiny 1/7

Oto moja relacja z ostatniej podróży do Chińskiej Republiki Ludowej.

Jest to szereg luźno powiązanych komentarzy, często opatrzonych zdjęciem.



6 godzin różnicy w czasie i jakieś 12 tyś. km kompletnie rozstroiło mój wewnętrzny zegar :-)


Namawiam każdego do zwiedzenia tego kraju. Warto.

Niech koszty nie przerażają, gdyż wcale nie są wygórowane. Kupując odpowiednio wcześniej bilet lotniczy, wydałem na niego 2400zł z opłatami. W samych Chinach, przy intensywnym zwiedzaniu, podróżując po miastach taksówką lub rowerem, korzystając na długich dystansach z gęstej i taniej sieci kolejowej, śpiąc w hotelach budżetowo przystępnych, można się spokojnie zamknąć w 1750 PLN czyli ok. 4729 RMB.


Trzeba tylko zrozumieć o co w tym wszystkich chodzi i mieć oczy szeroko otwarte. Białas to tani zarobek, bogacz z zachodu, naiwniak. Mimo wszędzie okazywanej sympatii, trzeba na początku cholernie dbać o siebie, nie dać się naciągnąć, nie wchodzić w ciemne uliczki, uważać na włącznie taksometru w taryfie, targować się o ceny...Wiadomo, że wszystko zależy od konkretnego człowieka ale mam za sobą kilka przeżyć, których nikomu nie życzę i w wolnej chwili opiszę. Chętnie odpowiem też na pytania.


Zaliczyłem Szanghaj, Pekin, Wielki Mur, Zhengzouh, góry Songshan z klasztorem Shaolin.

Niby niewiele ale trzeba pamiętać, że ten kraj jest OGROMNY! Powierzchnia niemal identyczna jak Europy.

Z Szanghaju do Pekinu jedzie się 12 godzin pociągiem (ok. 1200km). Odradzam kupno tańszych biletów (ok 200RMB) - nigdy drugi raz nie popełnie tego błędu. Tam nie ma miejscówek. Sprzedaje się tyle biletów, ile wejdzie do pociągu ludzi - do oporu. Nie szło dojść do łazienki - kobiety załatwiały potrzeby fizjologiczne do pudełek po zupkach chińskich. Na szczęście znalazła się opcja dla białych - chiński "WARS". Co półtorej godzinki kupić coś do jedzenia i można było siedzieć. Ostatnie 4 godziny jednak znów były w tragicznych warunkach. Wracałem przez Zhengzouh w sypialnianym, ciut droższy bilet (ok 320 RMB) ale każdy miał dla siebie małe łóżko a nie 2 cm przestrzeni wokół całego ciała.


Kolejna sprawa. Język. Praktycznie nikt w istotnych dla turysty miejscach nie zna angielskiego. Króluje kartka, długopis, migowy, cierpliwość. Całe szczęście, że mają te same arabskie cyfry :-)

Zarówno w hotelach do ok. 1000 RMB za noc, jak i nawet w takich za 1500 nie zamówisz sobie po angielsku pokoju. Palcem się wskazuje, rysuje, dogaduje. Dopiero w Hyatt w Shanghaju byłem mile zaskoczony. Wszyscy, łącznie z Boyami mówili conajmniej w stopniu komunikatywnym. Ważniejsi z recepcji, z którymi załatwiałem pozwolenie wejśćia na górę, w celu zrobienia zdjęcia, mówili biegle po angielsku.


Po angielsku nie dogadasz się w Pekinie na dworcu. Nawet w okienku dla "Foreign people" - jedynym opisanym w sposób dla mnie i znajomych zrozumiały. Nie kupisz biletu lotniczego w Zhengzouh, nikt nie zna angielskiego oprócz Hello i Bye.


Żaden taksówkarz, a wielu poznałem, nie znał chociażby podstaw angielskiego. Trzeba mieć przy sobie mapę. A najlepiej znać trasę albo śledzić palcem po mapie. Zdarzają się nieuczciwi, którzy albo nie włączą taksometru albo robią sobie dodatkowe rundki, zatrzymują się celowo na wszystkich pomarańczowych (PORD w Chinach to tylko teoria). O taksówkach i ruchu drogowym w Chinach można napisać książkę :-)


Zdarza się, że w miarę angielski znają policjanci, młodzież, pracownicy fast-foodów. Zagadał nas nawet jeden z licznych sprzątających ulice. Wyciągnął swoje rozmówki i sobie pogadaliśmy.


Dobra. Teraz kilka zdjęć.



1.

Sprzedawca owoców, ulica Nanjing Road. Shanghai










2.

Jeden z licznych bezdomnych, którym ostatnie zmiany w gospodarce nie wyszły na dobre










3.

Myślę, że nie trzeba komentarza











4. Metro w Szangahaju










5. Nocny widok z balkonu Chenglong Business Hotel - Shanghai








6. Tomek, jego dziewczyna Mandy i spotkany na moście “Nożycoręki” :)









I albumik :)

7.












8.

Dzień przed odlotem postanowiłem zrobić narzeczonej prezent i zebrałem całą kasę na noc w hotelu HYATT w Shanghaju.


Menedżerka hotelu pozwoliła mi wejść na samą górę i cyknąć fotkę:










9.

Przejazd rikszą po Pekinie. Tania i ciekawa sprawa, ale trzeba pamiętać, że uzgodniona za przejazd cena, jest często ceną za osobę. Więc jeżeli nawet uzgodnicie 20 RMB za drogę z A do B, a pojechało was z tyłu dwóch, to zapłacicie 40. To częsty sposób naciągania, a to co uzgodniono wcześniej okazuje się niby nieporozumieniem. Raz mnie tak "porobiono" i dopłaciłem dla świętego spokoju różnicę. Mimo wyraźnej "umowy", kolejni też tak próbowali. Wtedy się wysiada, płaci swoje i idzie dalej. Kierowca pomęczy 5 minut i da sobie spokój.










10.

Twarzy wyglądających bardziej europejsko jest w Chinach praktycznie zero. Tym samym te kilka białasów w konfrontacji z ponad miliardem Chińczyków, to nie lada wydarzenie. Trzeba się przygotować na to, że wszyscy się gapią. Wielu robi sobie zdjęcia z nami, niektórzy z ukrycia, jedni "na ściemę, że niby to drzewo obok jest ciekawe", a większość sobie po prostu pstryka komórką. Jest to z początku dziwne, jednak należy do tego podchodzić z luzem, się uśmiechać. Kilkanaście razy poproszony mnie albo kogoś z naszej trójki do fotki rodzinnej, pamiątkowo-albumowej. W ten sposób zaliczyłem niejednego miśka z Chińczykiem :-)


Tutaj sytuacja naprawdę ekstremalna. Byliśmy w pekińskim parku, chciałem pofocić ptaki. Ten sam pomysł miało kilku miejscowych fotografów. Nasz przyrodniczy wypad przerodził się w burzę nikonowskich luster. Było wesoło, w końcu narzeczona zapozowała - zleciało się momentalnie tylu fotografów, że moje 12 mm miało problem wszystkich pomieścić w kadrze :-)










11.

Chińska kuchnia jest specyficzna. Zupełnie inna niż ta, którą my tu znamy. Ja po 3 dniach miałem rozwolnienie. Trzymało mnie przez 8 dni. Nie pomagał węgiel ani gastrolit. Podobno to inna flora bakteryjna. W każdym razie to nie dla mnie było. W sklepach nie kupi się ani chleba, ani sera, ani czekolady, ani jogurta. Tylko woda, zupki, suche ciastka, orzeszki, soki, tytoń, ryż, makaron, jajka, suszone mięso z kurczaka i wszelkiego rodzaju owoce.

Czasami można trafić na sklep, gdzie w lodówkach jest coś innego, jak tylko napoje. Ale baaaardzo rzadko.


Niektóre potrawy są bardzo dobre, jednak ostre i nierzadko przyrządzane w mało higienicznych warunkach.

Np. w KFC i McDonaldzie w Szanghaju radzę kupować tylko butelkowane napoje. Wszystko z dystrybutorów podłączone jest IMO do kranu. Chlor czuć z odległości 20cm. W Pekinie było w porządku.










12.

Można też tak stołować, sposobności pełno. Też się odważyłem i było naprawdę dobre.










13. A tutaj wysokościowce z północnego Pekinu. Bardzo ciekawe architektonicznie.









14.

Oraz pracownicy z budowy obok:




















15. Kadr z dworca Pekin Xi


 
Chiny_2.html